Geoblog.pl    Albert69    Podróże    Bieszczady 2001    Ponownie w Wetlinie
Zwiń mapę
2001
13
gru

Ponownie w Wetlinie

 
Polska
Polska, Wetlina
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 359 km
 
Tym razem ruszyliśmy w Bieszczady we trzech, oprócz mnie, także Marek i Artur. Po 17- tu godzinach, najpierw pociągiem, a później jeszcze autobusem ok. 13- tej dotarliśmy do Wetliny. Wokół biało i temperatura ok. -15 0C. W całej Wetlinie otwarty był tylko sklepik spożywczy i tuż obok monopolowy. Kupujemy coś do jedzenia, a ja dodatkowo też napoje procentowe. To tak na wypadek, gdyby trzeba było się rozgrzać. Wszak musimy się jeszcze wdrapać do Chatki Puchatka. Sklepowa doradza nam natychmiastowy marsz do schroniska, póki jeszcze świeci słońce- po zmroku robi się podobno bardzo zimno.
Ruszamy najkrótszym, czarnym szlakiem do schroniska na Wetlińskiej. Śnieg do kolan, jakieś psy nas gonią, ale nic to, jakoś brniemy przed siebie. W tak pięknych okolicznościach szybko zgubiliśmy szlak i musimy iść na wyczucie, a każdy krok w złym kierunku kosztuje nas trochę wysiłku. Po przeprawieniu się przez zamarznięty strumyk odnajdujemy jednak szlak i teraz już pewniej idziemy przed siebie, zwłaszcza, że w okolicy pracują drwale i jednym z efektów ich pracy jest okop w śniegu, który pokrywa się z naszym szlakiem.
Idziemy tak tym okopem przez las, niewiele widząc wokół siebie, gdy nagle chłopaki gwałtownie wskakują w zaspę obok i przeraźliwie coś wykrzykują. Ja, idąc kilka metrów za nimi, nie bardzo wiem o co im chodzi, ale tak dla lepszego samopoczucia też uciekłem z okopu w zaspę. W tej chwili zza zakrętu wyskoczył rozszalały koń ciągnąc za sobą ociosany pień i trochę przestraszonego woźnicę. Zatrzymali się kilka metrów za nami. No, to jeszcze nie rozpoczęliśmy na dobre naszej wyprawy a już tyle szczęścia nas spotkało. W sumie było wesoło- trochę się pośmialiśmy, pogadaliśmy z woźnicą i poszliśmy dalej, zostawiając drwali i ich płochliwe konie za sobą.
Razem z drwalami za nami pozostał też okop, a więc znowu zaczęliśmy brnąć przez zaspy śnieżne. Co więcej po 15- tej dosyć szybko zaczęło się ściemniać, a my musieliśmy dojść jeszcze do żółtego szlaku i nim wdrapać się na połoninę.
Tuż przed zachodem słońca dochodzimy do żółtego szlaku, który jest przetarty skuterem śnieżnym. Teraz idziemy sobie jak po chodniku, chociaż wokół czarno i zimno. Na połoninie zaczyna dodatkowo straszliwie wiać, a do schroniska trzeba jeszcze kawałek podejść.
W schronisku pusto i zimno jak cholera, chociaż nie wieje tak jak na zewnątrz. Właścicielka rozpala w piecu, dostajemy też gorącą fasolkę po bretońsku. Przydają się moje napoje procentowe. Podgrzewamy je sobie w kubkach na piecu i mamy grzańca. Ogólnie jest fajnie, a przy piecu to nawet ciepło. Po kilku godzinach idziemy spać.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (1)
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
Albert69
Albert
zwiedził 4% świata (8 państw)
Zasoby: 112 wpisów112 2 komentarze2 676 zdjęć676 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
25.09.2009 - 29.09.2009
 
 
07.05.2008 - 10.05.2008
 
 
28.04.2007 - 02.05.2007