Geoblog.pl    Albert69    Podróże    Bieszczady 2001    Spotkanie z Długim Adamem
Zwiń mapę
2001
14
gru

Spotkanie z Długim Adamem

 
Polska
Polska, Wołosate
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 377 km
 
Następnego dnia rano wyszedłem sobie przed schronisko podziwiać okoliczności przyrody i zrobić kilka zdjęć. Sceneria jak z dalekiej Syberii. Schronisko oblepione śniegiem, przypominało igloo. Śnieg sypał dosyć intensywnie, stąd widoczność prawie zerowa i niewielkie szanse na robienie zdjęć. Do tego jeszcze pokaźny mróz, ok. -10 0C.
Przed schroniskiem stoi sobie goprowiec. Stoi i patrzy w kierunku kibelka. Biorąc pod uwagę okoliczności, widok lekko dziwny. Mróz, śnieg sypie, a ten sobie stoi. W podkoszulku na ramiączka. Stoi, stoi. Patrzy w kierunku kibelka. Nagle wzdycha i rzuca przed siebie: „Ale piździ”. I dalej stoi, i patrzy w kierunku kibelka. Też postałem chwilę obok niego, a później wróciłem do schroniska powiedzieć chłopakom jak jest na zewnątrz.
Po śniadaniu ruszamy czerwonym szlakiem w dół, do Berehów. Początkowo idziemy połoniną, całkiem znośnie. Po chwili zaczynają się jednak problemy, a właściwie to zaspy śnieżne. Momentami zapadamy się nawet do piersi i mamy problemy z poruszaniem się. Kilka razy też zjeżdżam po zaspie zębami w dół. Ogólnie jednak jest bardzo wesoło. Po drodze spotykamy dwóch gości. Właśnie zwijają legowisko; spali sobie w czymś w rodzaju jamy wygrzebanej w śniegu, podobno nie uznają schronisk. Bo ja wiem...
Dochodzimy do szosy, a tą prosto do Ustrzyk Górnych. Tutaj wstępujemy do jedynego czynnego baru. Do Lacha. Właściciel kazał nam rozpalić w kominku, później dał, a właściwie to sprzedał coś ciepłego do jedzenia i picia (bigos z grzanym piwem) i na koniec zaczął śpiewać. Po prostu wziął gitarę i śpiewa. Po rosyjsku, ukraińsku i polsku. Niby chciał żebyśmy razem z nim śpiewali, ale jakoś odmówiliśmy, bo my całą trójką tylko pohukiwać potrafimy.
Po obiedzie idziemy do Wołosatego. Zupełnie nie wiem po co, bo jutro mamy wrócić do Ustrzyk i wchodzić na Caryńską, ale idziemy. Czasu mamy sporo to się nawet nie spieszymy. Nagle nieopodal zatrzymuje się Tico. W środku trzech gości. Wszyscy przepisowo pijani, a ten z tyłu to chyba nawet nie wie, że jest zima. Koniecznie chcą nas podrzucić do Wołosatego. Nie potrafią zrozumieć, że przyjechaliśmy tu trochę pochodzić, a nie jeździć samochodem, zwłaszcza tak małym, tak dużą kupą luda (a przypominam, że mamy ze sobą jeszcze trzy duże plecaki). Ostatecznie, w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności zostaję na szosie z Markiem i niejakim Długim Adamem. Artur pojechał samochodem szukać noclegu.
Długi Adam, jak się nam sam przedstawił, jest kimś w rodzaju miejscowego postrachu i wespół z niejakim Samolotem rządzą okolicą. Na partnera do rozmów upodobał sobie Marka, do mnie dobiegały tylko strzępki ich dialogu, ja szedłem trochę z przodu. Był to właściwie monolog Długiego Adama, przerywany krótkimi kwestiami Marka. Ogólnie cała ta sytuacja była bardzo śmieszna. Długi Adam kompletnie pijany, pieprzył coś od rzeczy. Natomiast Marek, człek wielce konkretny nie bardzo mógł dopasować się do fali, na jakiej nadawał nasz nowy towarzysz podróży. Generalnie Marek powtarzał: Dobrze, ale o co chodzi? Tego zapytanie z kolei nie bardzo rozumiał Długi Adam i tak sobie szliśmy ku Wołosatemu.
W pewnej chwili ich rozmowa ucichła. Odwracam się więc, by zobaczyć co się stało i widzę Długiego Adama opartego o ramię Marka, jak zdejmuje gumowce i wylewa z nich wodę. Wodę w kolorze brązowym. Widać mu za bardzo chlupało w butach. Na koniec dowiaduję się od Długiego Adama, że najważniejszy jest człowiek. Zdanie o tyle zabawne, że w tym momencie załatwiałem potrzebę fizjologiczną, a ten mi nagle palnął: „Ale pamiętaj chłopcze! Najważniejszy jest człowiek!”. Bardzo pouczające.
Kierowca Tico dopiął swego i zawiózł nas do Wołosatego. Znaleźli z Arturem kwaterę i wrócili po nas. Jechaliśmy zatem w sześciu plus dwa plecaki (Artur swój przezornie zostawił na kwaterze). Mi przypadło zaszczytne miejsce na kolanach Długiego Adama. Tylko sobie niczego nie myślcie! Po prostu siłą mnie wciągnęli i tyle! Siedziałem sobie zatem u Długiego Adama na kolanach (tak między nami to kierowca nazywał go Dziubkiem) z głową gdzieś między lusterkiem a kierownicą. Na szczęście trwało to ok. 5 min. Na kwaterze całkiem przyjemnie.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (7)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
Albert69
Albert
zwiedził 4% świata (8 państw)
Zasoby: 112 wpisów112 2 komentarze2 676 zdjęć676 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
25.09.2009 - 29.09.2009
 
 
07.05.2008 - 10.05.2008
 
 
28.04.2007 - 02.05.2007